| |
z cyklu Warsztaty literackie
19. 05., w niedzielę o 19. 30
Platon, Politeia (Państwo), frgm. 515e - 517a,
mit jaskini, cz. II.
prowadzący, M. Zygmuntowicz
zob.
http://home.t-online.de/home/ravenn/platon6.htm
tekst grecki i niemiecki przekład Schleiermachera
http://www.perseus.tufts.edu/cgi-bin/ptext?doc=Perseus:text:1999.01.0168:section=514a
ang. przekład i grecki tekst zintegrowany ze słownikiem gr.-angielskim
Liddella - Scotta,
wg perseus.mpiwg-berlin,
zob. kolejne paginy: Table of Contens
http://www.kzu.ch/fach/as/material/Texte_lat/plato/antr.htm
łaciński przekład M. Ficino
[515e] Oukoun kan ei pros auto to phôs anagkazoi auton blepein, algein
te an ta ommata kai pheugein apostrephomenon pros ekeina ha dunatai
kathoran, kai nomizein tauta tôi onti saphestera tôn deiknumenôn;
houtôs, ephe.
Ei de, en d' egô, enteuthen helkoi tis auton biai dia tracheias tes
anabaseôs kai anantous, kai me aneie prin exelkuseien eis to tou heliou
phôs, ara ouchi odunasthai te [516a] an kai aganaktein helkomenon, kai
epeide pros to phôs elthoi, auges an echonta ta ommata mesta horan oud'
an hen dunasthai tôn nun legomenôn alethôn;
ou gar an, ephe, exaiphnes ge.
sunetheias de oimai deoit' an, ei melloi ta anô opsesthai. kai prôton
men tas skias an rhaista kathorôi, kai meta touto en tois hudasi ta
te tôn anthrôpôn kai ta tôn allôn eidôla, husteron de auta: ek de toutôn
ta en tôi ouranôi kai auton ton ouranon nuktôr an rhaion theasaito,
prosblepôn to tôn [516b] astrôn te kai selenes phôs, e meth' hemeran
ton helion te kai to tou heliou.
pôs d' ou;
teleutaion de oimai ton helion, ouk en hudasin oud' en allotriai hedrai
phantasmata autou, all' auton kath' hauton en tei hautou chôrai dunait'
an katidein kai theasasthai hoios estin.
anankaion, ephe.
kai meta taut' an ede sullogizoito peri autou hoti houtos ho tas te
hôras parechôn kai eniautous kai panta epitropeuôn [516c] ta en tôi
horômenôi topôi, kai ekeinôn hôn spheis heôrôn tropon tina pantôn aitios.
delon, ephe, hoti epi tauta an met' ekeina elthoi.
ti oun; anamimneiskomenon auton tes prôtes oikeseôs kai tes ekei sophias
kai tôn tote sundesmôtôn ouk an oiei hauton men eudaimonizein tes metaboles,
tous de eleein;
kai mala.
timai de kai epainoi ei tines autois esan tote par' allelôn kai gera
tôi oxutata kathorônti ta parionta, kai mnemoneuonti malista hosa te
protera autôn kai hustera [516d] eiôthei kai hama poreuesthai, kai ek
toutôn de dunatôtata apomanteuomenôi to mellon hexein, dokeis an auton
epithumetikôs autôn echein kai zeloun tous par' ekeinois timômenous
te kai endunasteuontas, e to tou Homerou an peponthenai kai sphodra
boulesthai "eparouron eonta theteuemen allôi andri par' aklerôi"
kai hotioun an peponthenai mallon e 'keina te doxazein kai ekeinôs zen;
[516e] houtôs, ephe, egôge oimai, pan mallon peponthenai an dexasthai
e zen ekeinôs.
kai tode de ennoeson, en d' egô. ei palin ho toioutos katabas eis ton
auton thakon kathizoito, ar' ou skotous anapleôs schoie tous ophthalmous,
exaiphnes hekôn ek tou heliou;
kai mala g', ephe.
tas de de skias ekeinas palin ei deoi auton gnômateuonta diamillasthai
tois aei desmôtais ekeinois, en hôi ambluôttei, [517a] prin katastenai
ta ommata, houtos d' ho chronos me panu oligos eie tes sunetheias, ar'
ou gelôt' an paraschoi, kai legoito an peri autou hôs anabas anô diephtharmenos
hekei ta ommata, kai hoti ouk axion oude peirasthai anô ienai; kai ton
epicheirounta luein te kai anagein, ei pôs en tais chersi dunainto labein
kai apokteinein, apokteinunai an;
sphodra g', ephe.
przekład roboczy:
- A nie byłoby tak, że gdyby ku samemu światłu przymusił go patrzeć,
to bolałyby go oczy i uciekłby odwróciwszy się ku tamtym oto, na które
zdolnym jest spoglądać, i uznałby je za rzeczywiście wyraźniejsze od
pokazywanych.
- No tak, powiada.
- Chyba że, mówię, wywlecze stamtąd go ktoś przemocą przez strome wykroty
podejścia i nie puścił zanim wydobyłby go na to światło słońca. A czy
by udręki nie zaznał i nie burzył się, ten wywleczony ku światłu, a
mając oczy pełne promienia, czyby nie był nie zdolny zobaczyć nic z
tych, co teraz by powiedziano, że naprawdę są?
- Zapewne, powiada, nie od razu.
- Zmuszony byłby przyzwyczajać, spodziewam się, jeśli miałby na wysokości
patrzeć; najpierw więc najlżej by dojrzał cienie, potem, w wodach wizerunki,
te od ludzi i te od innych rzeczy, później zaś same i wg tego, te, co
z niebem, przecież lżej by po nocy niebo oglądał, ten, co się patrzy
na światło gwiazd i księżyca, niż za słońca dnia, i na to, co od niego.
- Jakżeby nie!
- Spodziewam się, że u kresu słońce, nie widma w wodach, ani gdzie indziej,
ale słońce samo na miejscu swoim zdolny byłby dostrzec i oglądać sobie
jakie jest.
- Koniecznie, powiedział.
- I potem zaraz mógłby wywnioskować o nim, że to ono sprawia pory czasu
i ich obiegi, i dozoruje wszystko to, co widzialne, także i owym, z
tych co patrzyli wtedy, że jakoś wszystkiego jest przyczyną.
- Oczywiście, powiada, potem doszedłby do tego.
- Więc co? - ten przypominający sobie pierwsze domostwo i tamtejszą
mądrość i ówczesnych współwięźniów, nie spodziewasz się, już to byłby
uszczęśliwiony z odmiany, już to tamtych byłby żałował?
- Tak jest.
- Jeśli nawet przywileje, zaszczyty dla nich były, wtedy między nimi,
i datki dla najostrzej widzącego te przepuszczane, i dla najlepiej pamiętającego
co wpierw, co późniejsze zazwyczaj było, i co razem przesuwa się, i
z tych najlepiej przewidującego co miałoby się zdarzyć. Czy sądzisz,
że on by ich pożądał i naśladowałby tamtych zaszczycanych i rządzących
się, czy też doznał tego, co u Homera i gorącą chęć miał "najemnikiem
być obrabiającym małe pólko przy biedaku" i co by to nie było,
doznał bardziej niż tamtych to mniemań czy też tamtego sposobu życia.
- Tak to, powiada, ja przypuszczam, każdy doznał chyba bardziej aby
wziąć na siebie inny sposób życia od tamtego.
- A teraz rozważ w sobie, co ja na to! Jeśliby z powrotem taki schodzący
na tym posiedzeniu zasiadł, to czy nie ćmy pełne miałby oczy, nagle
przybywając ze słońca?
- Tak jest, powiada.
- A przecież, gdyby przyszło mu z powrotem ścigać się w osądzaniu tych
cieni z tymi wciąż związanymi będąc w stanie oślepienia, zanim oczy
stały się użyteczne, ten czas zgoła nie mały aby przywyknąć, czy nie
do śmiechu by pobudził i nie mówiło by się o nim, że jakoby wchodząc
na górę doszedł do choroby oczu, i że nie warto nawet próbować na górę
iść?
A kogoś, kto by się podjął rozwiązać i wyprowadzić, jeśli jakoś w swoje
ręce zdolni byli chwycić i zabić, zabiliby.
por. Platona Państwo w przekładzie W. Witwickiego
|
powiadamiaj
o działaniach @kademii
|
|
|
|