|
Andrzej
Przybielski ps. Major (ostatnio - Andy)
"Wszystkie opinie i opisy związane z tym panem mogą zawierać tzw. nieprawdę o prawdziwym człowieku - czego nie chcemy przedstawiać bez uprzedzenia." Organizacja Kto wie: 1) Gdzie się urodził?
Andrzej Przybielski - Wielki muzyk, Artysta, Łobuz. Podziwiam go za wielki talent, brzmienie i dar melodii jaki posiada, za niezałeżność, nieprzewidywalność i bezkompromisowość. Zazdroszczę mu tego, że jest wolny i niezależny, ale cena, jaką za to płaci odstrasza mnie od tego, by żyć jak on! Czasami chudy, głodny i cichy, czasami z wielkim brzuchem, rozrabiaka. Nauczył mnie bardzo ważnej rzeczy, że muzyka nie kończy się na odgrywaniu tekstu z nut czy akordów, ale zaczyna się ona, kiedy się ją tworzy na scenie z innymi muzykami, odkrył przede mną wiełki świat żywej kreacji! Przytoczę też parę sytuacji związanych z moimi doświadczeniami z Andrzejem, które po pewnym czasie przybrały formę wręcz anegdotyczną i bywają nader często opowiadane. Sytuacja Pierwsza - Dziesiąciu małych Chińczyków Moja pierwsza próba "Asocjacji Andrzeja Przybielskiego" - nuty, dziesięć całych taktów bez klucza i metrum, na środkowej linii, dziesięć całych nut połączonych ligaturą, słowem jadna wielka zagadka. Myślę sobie, gram na basie, to chyba będzie "D, ale coś nie żre, nie, to nie tak! jak mam to grać? - pytam. Na to Andrzej z kamienną miną rzekł - "Zamknij oczy i wyobraź sobie, bracie, dziesięciu małych Chińczyków, którzy tak skaczą - i tu wykonał podskakiwanie z zamkniętymi oczyma na taborecie unosząc się i opadając dokładnie dziesięć razy!
Sytuacja kolejna - Co jest kurwa z tym śledziem? Grudziądz. Postspołemowska knajpa przy głównej ulicy, sala alkoholowa, dym, piwny gwar, stali bywalcy. Obok sala konsumpcyjna. W środku my, pani przy stoliku u okna, para przy innym stoliku. Zamówiliśmy obiad. Wchodzi Andrzej, rozgląda się, widzi nas, siada do innego stolika. Przychodzi kelnerka, klasyczna dla tego typu przybytków, z zamówionymi wcześniej przez innych daniami. Przechadzi szybkim krokiem obok. "Dla mnie śledź" - głośno rzuca Andrzej nie wzbudzając zainteresowania u obsługującej. Kelnerka wychodzi. Po dłuższej chwili wraca z innymi daniami. Andrzej z zainteresowaniem przygląda się daniom i grzmi na obydwie sale: "CO JEST KURWA Z TYM ŚLEDZIEM!!!" Cisza, konsternacja. Po chwili zaniepokoj one i gotowe do bitki postacie stałych bywalców wypełniają przejście między salami. Andrzej jak gdyby nigdy nic dalej znęca się w nieprzyzwoity sposób nad kelnerką. Awantura! Kelnerka pyskuje, autochtoni się gapią a Andrzej w kółko: "Miał być śledź, śledzia chciałem, śledzia. Co jest kurwa z tym śledziem!!!" Siedzimy skuleni przy swoim stoliku i obserwujemy rozgrywającą się na. naszą niekorzyść sytuację. Rozsierdzona kelnerka wychodzi, przeciska się przez gawiedź i po sekundzie wraca ze śledziem. Andrzej na jej oczach połyka go wstaje i wychodzi. Do zdumionej kelnerki i bywalców mówi przy wyjściu patrząc w naszą stronę "Koledzy uregulują! CZESC!!!" Sytuacja kolejna - Performance Zamość. "Fortalicje -1 Strange Festiwal". Dwutygodniowy festiwal teatrów ulicznych performance'ów, sztuki dziwnej i awangardowej.Graliśmy tam z Asocjacją kilka koncertów i historii wydarzyło się tam wiele, oto jedna z nich Andrzej jako samotnik chodził raczej swoimi ścieżkami, a z nami spotykał się przeważnie na. koncertach, ale spotykaliśmy się tu i ówdz.ie. Jedno ze spotkań odbyło się na spektaklu pewnego warszawskiego teatru w podziemnych zamojskich kazamatach. Ogromne pomieszczenie o łukowatym sklepieniu, które obecnie służyło jako składowisko starych opon. Opony były poustawiane jedne na drugich tworząc uporządkowaną stertę gumowych słupów różnej wielkości. Pośrodku stara wanna wypełniona wodą. Mało światła , publiczność stłoczona w kilkunastu rzędach, około 150 osób. Chłodno. Andrzej w krótkich gatkach i bezrękawniku, myśliwskim kapeluszu i małych okrągłych okularkach przeciwsłonecznych siedzi gdzieś w środku z rękami założonymi na piersiach. Rozpoczyna się przedstawienie. Naga kobieta. powoli wchodzi do wanny i się zanurza w wodzie. Trzej nadzy mężczyźni oblewają ją płynnym woskiem. Stwardniały odlew stawiają obok. Kobieta wychodzi, a mężczyźni zaczynają wskakiwać do opon w jednym miejscu i wychodzą w innym. Dużo ruchu, biegu i dyndających genitaliów. Po około20 minutach wszystko ustało. Nie ma. aktorów, stoi odlew , nic się nie dzieje, Publicznaść nieśmiało ale coraz mocniej zaczyna klaskać. Wstaje Andrzej i ryczy na cały głos: "NIEEE!!!!" Ludzie milkną zdezorientowani. Mija czas, wszyscy patrzą na Andrzeja. On siedzi nie wzruszony ze wzrokiem wbitym w przestrzeń. Mija czas, wszyscy patrzą na Andrzeja, nic się nie dzieje, nie ma aktorów, a odlew stoi. Po około pięciu minutach, Andrzej wstaje i znawu ryczy: "TERAZ!!!" Zaraz potem rozległ się huk owacji. Sytuacja kolejna - Warsztaty Stalowa Wola. Aula Zespołu Szkół Muzycznych wypełniona po brzegi. Na sali uczniowie, młodzież i dzieci, rodzice, grono pedagogiczne, dyrekcja. Opowiadamy jakieś dyrdymały o instrumentach i muzyce, coś tam gramy. Karol Szymanowski mówi: "A teraz pan Andrzej opowie coś o trąbce." Andrzej wyszedł zza kulis, na szyi ręcznik w jednej ręce trąbka, w drugiej flugehorn, podchodzi do mikrofonu i milczy. Wzrok utkwiony w przestrzeń i nic - milczy. Mija minuta , nic, milczy. Mija druga nic. Mija trzecia minuta i nic. Dzieciarnia szemrze, młodzież dowcipkuje, rodzice robią głupie miny, nic. Mija czwarta minuta Co robić cholera? Szum co raz większy, dyrektor coś komuś mówi na ucho, nam cierpnie skóra, Andrzej stoi niewzruszony ze wzrokiem na w pół do dwunastej, trąbka, flugehorn, ręcznik. Mija piąta minuta, Andrzej cichym i spokajnym głosem mówi: "Trąbka bracie -Trąbka bracie to jest piękny instrument."
opisał Grzegorz Nadolny (basista, współtworzy asocjację): |